piątek, 27 lutego 2015

Anna zaczyna nowe życie- recenzja książi

Hej!
Dzisiaj nie mam za dużo czasu, więc od razu przechodzę do nowej recenzji:


Justus Pfaue- Anna zaczyna nowe życie
ocena: 6/7

Opis treści:
ANNA - to pierwsza z trzytomowej serii książka opisująca dzieje kilkunastoletniej dziewczynki, niezwykle uzdolnionej uczennicy szkoły baletowej, która na skutek lekkomyślności brata ulega groźnemu wypadkowi samochodowemu. Część pierwsza, zatytułowana "Anna - Zaczyna się nowe życie", którą właśnie oddajemy do rąk Czytelników, opowiada o zmaganiu się Ani z chorobą i trudnej rehabilitacji, dzięki...

Ocena:
Powyższa pozycja to jedna z tych książek, które czytam po raz 10 i... po raz 10 się wzruszam. Po raz pierwszy z przygodami Ani spotkałam się jeszcze w gimnazjum i od tego czasu pokochałam ją i jej przyjaciół głęboką miłością. Uważam, ze książka ta jest niezwykle wzruszająca i pouczająca zarazem. Z pewnością jest to miłą alternatywa dla typowych romansideł, ponieważ opowiada ona o uczuciu pomiędzy dwojgiem, z pozoru kompletnie nie pasujących do siebie, młodych ludzi, którzy starają się znaleźć receptę na szczęście. 
Książka ta liczy już swoje lata, a w czasach kiedy została napisana zupełnie inaczej wyglądało życie młodzieży, jednak nie zmienia to faktu, że problemy, które porusza Pfaue są cały czas powszechne. Mi osobiście ta pozycja bardzo przypadła do gustu i choć wypożyczyłam ją z działu młodzieżowego, to myślę, że jest ta interesująca książka także dla starszych kobiet ( obawiam się, że mężczyźni mogliby stwierdzić, że jest ona zbyt ckliwa ;) ). Jedyny minus jaki mogłabym jej dać dotyczy języka jakim jest pisana. Oryginał książki jest napisany w języku niemieckim, a tłumacz widocznie zbyt dołowanie chciał przetłumaczyć treści, co spowodowało, że niektóre zdania brzmią wręcz nienaturalnie. 

Pozdrawiam!



czwartek, 26 lutego 2015

Casino Royal

Hej!
Dzisiaj przygotowałam dla Was kolejny post z serii biżuteryjnej. Lubicie grać w karty? Przyznam się szerze, że ja niezbyt często sięgam po talię, najczęściej ma to miejsce na podczas podróży bądź na spotkaniu ze znajomymi. Jednym słowem staram się unikać hazardu ;)
Nie zmienia to faktu, że uważam, że "hazardowe motywy", takie jak te widoczne na poniższych kolczykach. Jest to jedna z tych ozdób, którą często zakładam na imprezy bądź popołudniowe spotkania z przyjaciółkami, uważam, że jest to taki zabawny akcent, na który warto od czasu do czasu postawić. A wam jak się one podobają?



kolczyki: allegro

Do następnego!

wtorek, 24 lutego 2015

Gotycka elegancja

Hej!
Wiem, że większość z nas przy wyborze biżuterii kieruje się przede wszystkim tym czy dana rzecz będzie nam pasować do wielu kreacji. Przyznam się, że ja najczęściej działam podobnie: nie kupuję biżuterii, która nie będzie pasować mi do więcej niż 3 koncepcji strojów. Jednak czasami robię wyjątek i decyduję się na coś co będzie mi pasować do jednej czy dwóch stylizacji. Decyduję się na to głównie przy zakupie dużych naszyjników, które bardzo lubię. Właśnie tak było w wypadku poniższego naszyjnika. Bardzo chciałam się nim już pochwalić, ale niestety paczka z zalando jeszcze nie dotarła, więc mogę pokazać tylko zdjęcie ze strony internetowej. Mam już pomysł jak wykorzystać ten element w moich codziennych stylizacjach, więc nie mogę się doczekać kiedy paczka zostanie dostarczona.


naszyjnik: zalando (79 zł)

Na koniec mam dla Was wyniki konkursu. Przyznam się szczerze, że bardzo się bałam o to jak przyjmiecie pierwszy konkurs na moim blogu. Tym bardziej bardzo mnie ucieszył fakt, że konkurs wzbudził Wasze zainteresowanie ;) A teraz, nie przedłużając czas na tę najważniejszą wiadomość. SO THE WINNER IS......OLA!
Jej odpowiedź po prostu powaliła mnie a kolana, zresztą zobaczcie sami:
W moją wymarzoną podróż nie muszę się wybierać daleko. Najlepiej się czuję w moi własnym ogródku gdzie towarzyszy mi moja ukochana książka. uważam, że każda nowa lektura to nowa niezwykła podróż. 

Zwyciężczynię proszę o kontakt na maila ;)
Pozdrawiam!



niedziela, 22 lutego 2015

19 razy Katherine- recenzja książki

Hej!
Dzisiaj przygotowałam dla Was kolejny post z serii książkowych recenzji. Jak pewnie zauważyliście luty zdecydowanie obfituje w posty z tej kategorii. Jest to możliwe dzięki feriom zimowym, dzięki którym mam dużo czasu na czytanie i pisanie dla Was recenzji. Ja osobiście bardzo się cieszę z takiego stanu rzeczy. Zwłaszcza, ze obawiam się, ze kolejne miesiące będą zdecydowanie skromniejsze jeśli chodzi o liczbę recenzji. Nie przedłużając, skupmy się na dzisiejszej pozycji.



John Green- "19 razy Katherine"
ocena: 6/7


Opis treści:
Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika...

Moja ocena:
"19 razy Katherine" to druga książka Johna Greena, którą przyszło mi czytać. Po nieprzespanej, pełnej łez nocy z "Szukając Alaski" byłam przygotowana na bardzo dramatyczny przebieg akcji i tragiczny finał, dlatego też fakt, że powyższa pozycja kończy się szczęśliwe był dla mnie miłym zaskoczeniem. Według mnie John Green to prawdziwy mistrz grania emocjami i tworzenia młodych, inteligentnych bohaterów. Ktoś kto przeczytał choć jedną jego pozycję z pewnością wie o czym mówię. Moim zdaniem podróż, w którą zabiera nas Colin z "19 razy Katherine" nie może nas nudzić. Przyznam się szczerze, że osobiście przeczytałam tę książkę (która ma nota bene prawie 400 stron) w przeciągu zaledwie dwóch godzin, ponieważ nie potrafiłam się od niej oderwać, a każdy moment wydawał się kluczowy. Myślę, ze mogę wam z czystym sumieniem polecić tę książkę, która na pewno sprawi, że zaczniecie wierzyć w przeznaczenie i miłość od pierwszego wejrzenia. 

A wy czytaliście powyższą pozycję? Co o niej sądzicie?

Pozdrawiam!

sobota, 21 lutego 2015

What time is it?

Hej!
Uwielbiam zegarki! Uwielbiam zarówno te damskie jak i męskie. Jak już kiedyś wspominałam są one dla mnie nie tylko przedmiotem pokazującym godzinę, ale również biżuterią, dodatkiem do stylizacji. Moja kolekcja nie jest wcale duża: mam zaledwie cztery zegarki. Dwa z nich są na eleganckiej bransoletce, a pozostałe pochodzą z jarmarków, jednak uważam, że nie cena jest najważniejsza, a to jak się czuję w danym zegarku. W najbliższym czasie planuję zakup bardziej sportowego zegarka, ponieważ wszystkie moje dotychczasowe zdobycze są bardziej eleganckie. Dzisiaj prezentuję Wam jeden z tych "jarmarkowych zegarków". A wy jak podchodzicie do tematu "czasomierzów"? Macie swój ulubiony zegarek czy ufacie jedynie wyświetlaczowi telefonu?




zegarek: no name

Pozdrawiam!